Jak co roku tak i w ten weekend majowy odbędą się Mistrzostwa Autostopowe organizowane przez Polski Klub Przygody. Tym razem meta dosyć blisko: we Lwowie. Pewnie dlatego, że mamy „krótki długi weekend”, ale co za problem sobie go trochę przedłużyć i pojechać gdzieś dalej? Tak też pewnie uczynię. Może odwiedzi się Krym, Odessę, Czarnohorę… Wszystko zależy od tego ile będzie czasu. Na samej trasie do Lwowa może być ciasno, bo droga trochę prosta. Na początku wiadomo: wszyscy uderzą siódemką na Warszawę, potem ewentualnie można pokombinować Lublin – Zamość – Hrebenne (zalecane) albo Radom – Stalowa Wola – Jarosław – Korczowa. Mam nadzieję, że wszyscy się pomieścimy (zgłosiło się ponad 150 par). Wieści z trasy będę starał się na bieżąco pisać na moim blipie.
Fundacja New 7 Wonders ogłosiła konkurs na nowe Siedem Cudów Natury. Wśród 261 kandydatów znalazły się dwie polskie pozycje: Kraina Wielkich Jezior Mazurskich i Puszcza Białowieska. Głosowanie trwa do 7 lipca 2009. Wtedy spośród 77 najlepszych kandydatów zostanie wybranych przez ekspertów 21 finalistów. Spośród finalistów, internauci do 2011 roku wybiorą nowe 7 cudów świata natury. Zagłosuj
Kilka przydatnych informacji o Norwegii dla zmotoryzowanych i autostopowiczów:
Pieszy zawsze ma pierwszeństwo.
Nie ma mandatów za przejście na czerwonym.
Światła mijania obowiązują cały rok.
Najpopularniejszą i najbardziej przyjazną stacja benzynową jest Statoil. Można wziąć za darmo wrzątek z automatu i zrobić sobie herbatkę.
Po godzinie 22:00 już się raczej nie jeździ.
Jeżdżąc po bardziej odludnych drogach lepiej nie liczyć na radio. Sygnał rozgłośni nie dociera do wszystkich miejsc a Radio P1 co kilkadziesiąt kilometrów nadaje na innych częstotliwościach. Lepiej mieć ze sobą płyty czy kasety.
Karteczka z nazwą miejscowości dokąd się zmierza BARDZO ułatwia autostopowanie
Wszystkie plastikowe butelki (zakupione w Norwegii) są zwrotne. W sklepach są do tego specjalne automaty. Po wrzuceniu butelek otrzymujemy paragon, z którym idziemy do kasy gdzie możemy wymienić go na pieniądze lub odliczyć od rachunku.
Drogi którymi warto się przejechać ze względu na otaczające je krajobrazy:
Z Oslo w stronę Bergen zamiast jechać główną drogą E16 lepiej pojechać drogą nr 55 w stronę Gol po czym drogą nr 52 przez przepiękny płaskowyż.
Droga nr 13 odchodząca z E16 w stronę Vik
Droga nr 55 z Sogndal do Lom
Droga nr 63 z Geiranger do Andalsnes przez Trollstigen
Norwegia juz dawno za mna. Na granicy celnej norwesko-szwedzkiej zlapalem Fina z ktorym dojechalem do samej Finlandii. Niestety w Sztokholmie mielismy pecha. Najpierw nie zalapalismy sie na prom o 19:30 i trzeba bylo czekac do rana na nastepny. Rano sie okazalo ze na ten o 7 tez juz nie ma miejsc. Kierowca wkurzony poszedl i zalatwil bilet na 8. Nie wiem jak to zrobil ale zalatwil mi bilet za free – jako dodatkowy kierowca :-). Dostalem wlasna kabine z prysznicem, kupon na sniadanie i obiad! 12 godzin na promie zlecialo bardzo szybko. Okolo 23 bylem w Helsinkach. Do portu doszedlem pieszo jakies 8km ale przy okazji zobaczylem troche miasta w nocy.
Rano prom do Tallinna, zwiedzanie miasta i ruszam dalej. Jadac w strone Lotwy zatrzymalem ludzi, ktorzy zaoferowali mi nocleg w domku typu „in the middle of nowhere”. Przy okazji skorzystalem z sauny. W Estonii sa one bardzo popularne. Kazdy taki domek zaczyna sie budowac od sauny, potem dopiero dodatki takie jak kuchnia czy sypialnia… Dom bez sauny dla Estonczyka jest tym czy dom bez kominka dla Brytyjczyka.
Nastepny dzien Lotwa. Ryga ma bardzo ladna starowke. Niestety, bardzo duzo zebrzacych. O godzinie 18 juz jestem na granicy z Litwa. Znow jade z Polakami. Po drodze Gora Krzyzy. Nocleg w Kiejdanach. Dzis o 10 juz jestem w Kownie. Miasto przyjemne ale juz starowka nie taka ladna jak w Tallinnie czy Rydze. No i sam nie wiem czy jestem na Litwie czy w Polsce bo co chwile polski jezyk slysze…
Miasto w typowym skandynawskim stylu. Do zwiedzenia w jeden dzień. Ciekawostką jest drewniana starówka. Na wieże telewizyjną jest wjazd za darmo a wejście do katedry płatne. Stadion Rosenborgu, hmm, jak Lechia wybuduje trybuny to będzie miała lepszy ;D.
Jutro już stąd wyjeżdżam bo nie ma co tu siedzieć. Plan jest taki: uderzyć na Szwecję do Umea, stamtąd (dokładnie z Holsmund) promem do Vassa w Finlandii. Potem na Helsinki, Tallin, Ryga, Wilno i do Polski. Jak nie wyjdzie z promem do Finlandii to pozostaje Bałtyk okrążyć na około. Na całą trasę niecałe dwa tygodnie. Musi się udać.
Od czasu Bergen autostopuję prawie cały czas sam. Idzie o wiele lepiej. Byłem już nad Sognefjorden – esencja całej zachodniej Norwegii. Z Sogndal pojechałem w stronę Lom drogą prowadzącą przez cudowny płaskowyż z najwyższym szczytem Norwegii – Galdhøpiggen. Jest to jedna z dróg, którą warto się przejechać dla samych krajobrazów. Kolejny dzień i kolejny fiord – Geriangerfjord i Trollstigen (Drabina Trolli). Takie drogi to chyba tylko w Norwegii budują… Bo kto widział żeby kłaść asfalt zygzakiem tuż nad przepaścią 1800m n.p.m.? Wrażenia z jazdy bezcenne, a do tego obok 180-metrowy wodospad. Tak mi się to spodobało, że kolejnego dnia przejechałem się tam jeszcze raz. Tegoż samego dnia (czyli dzisiaj) dotarłem aż do Trondheim. Po 10 minutach pobytu w mieście już miałem załatwiony nocleg u Polaków w tutejszym akademiku :). Jutro zwiedzanie miasta, a pojutrze? Zobaczymy…
Kiedy wyruszalismy z Polakiem z Karlskrony do Malmo, zazartowalem, ze moze cala Skandynawie przejade z Polakami. Nie sadzilem, ze okaze sie to w duzym stopniu rzeczywistoscia. Z Goteborga sam wyjechalem ze Szwedem tylko 40km, po czym zagadalem do jednego Polaka, ktory podwiozl mnie pod prawie sama granice szwedzko-norweska. Tam lapiac z flaga Polski, zatrzymalem polskiego tira z kierowca z Gdanska (poprzedni tez byl Gdanszczaninem). Dojechalem z nim do granicy, pozniej Oslo i przez cala Norwegie az do Bergen. Sumarycznie jakies 700km. Po drodze byl nocleg za Noresund nad pieknym jeziorem wsrod fiordow. Spalem w kontenerze bo namiotu nie chcialo mi sie rozbijac a noce sa tu zimne a w kontenerze cieplo :). Dzis juz wyjechalem z Bergen (pieknie polozone miasto) i jestem w Voss. Tym razem akurat z samymi Norwegami. W Norwegii stopuje sie o wiele lepiej niz we Szwecji. Karteczka z miastem do ktorego sie jedzie jest obowiazkowa.
Teraz ruszam nad Sognefjord – najwyzszy i najdluzszy fiord w Norwegii!
Skandynawski trip czas zaczac. Do Szwecji ja i Dawid dostalismy sie promem Stena Line z Gdyni do Karlskrony. Rejs uplynal bardzo szybko. Oplaca sie brac udzial w konkursach. Konkurencja slaba a wygrac mozna kupony na 50 szwedzkich koron do wydania na promie. Nam sie udalo jeden w Bingo, drugi w ankiecie a w „Jaka to melodia” wygralem dodatkowo piwo :P. Z promu zlapalismy bezposredni samochod do Malmo. Jako ze miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania juz nastepnego dnia wyruszylismy dalej. Po noclegu kolo jednej ze stacji benzynowych, z samego rana zlapalismy trzech tirowcow Polakow jadacych do Norwegii. Po wesolej przejazdzce wysiedlismy przed Goteborgiem gdzie po niedlugim czasie zatrzymalismy Macedonczyka jadacego juz do samego miasta. Miasto na razie tylko przeslismy ale wydaje sie calkiem ladne. Budownictwo jakies takie mniej szwedzkie niz w Malmo gdzie po oczach bije prostokatna architektura rodem prosto z Ikeii. Wielkim ulatwieniem w Szwecji jest mozliwosc robicia namiotu wszedzie w miejscu publicznym, 150m od zabudowan. Jak nie znajdziemy noclegu zawsze jest jakies wyjscie…
Post ten pisze z Biblioteki Publicznej w Goteborgu gdzie internet jest za darmo. W ogole sporo rzeczy jest tu za darmo, tylko szkoda, ze plecakow nie ma gdzie zostawic i trzeba je tachac ze soba wszedzie.
Na Paśmie Otrytu w Bieszczadach, znajduje się studencka Chatka Socjologa. Schronisko o 35-letniej tradycji. Przemierzając tamten szlak miałem okazję zatrzymać się w chatce na jedną noc. Jak to w takich miejscach bywa, szybko zintegrowałem się z tamtejszymi mieszkańcami. Po części byli to członkowie Klubu Otryckiego. I tak się złożyło, że pokazali mi ich rytuał picia wódki. Na szczęście to co piliśmy to czysta wódka nie była (mam wódkowstręt) a wiśniówka. A dokładniej, czereśniówka domowej roboty w butelce po wiśniówce…
Zacząć trzeba od tego, że wódki nie pije się w kielonku, tylko w bańce. W bańce dlatego, żeby nie można było jej odstawić – musi być cały czas w ruchu. Pierwsza osoba przed wypiciem, „szuka” kolejnej osoby, której poleje, słowami: „W twoje dłonie perswaduję”, a ta osoba odpowiada: „Bynajmniej nie jest mi to obojętne” co jest jednoznaczne z przyjęciem kolejki. Osoba pierwsza wypija kolejkę, nalewa następną i podaje ją wywołanej osobie. I tak dalej do dna butelki… Kiedy zawartość butelki się skończy, osobnik na którego trafiła akurat kolejka ma tzw. „skocza”, co nie oznacza nic innego jak tylko to, że musi skoczyć po następną wódkę :-). Jeśli nie ma, to do najbliższego sklepu z monopolem jest godzina drogi…