Nusfjord

29.08.10

Jesli chodzi o najciekawsze wioski na Lofotach to Nusfjord jest na pewno jedna z nich. Skrecajac na poludnie od glownej drogi E10, wsrod skalistych fiordow lezy ta malutka rybacka wioska, ktora w lato tetni zyciem dzieki turystom a zima dzieki rybakom, ktorzy zatrzymuja sie tu na czas zimowych polowow. Latem zjezdza tez troche Norwegow do swoich „summer houses”. Stalych mieszkancow jest niewiele. Jednym z nich jest Michele, wloski artysta, rzemieslnik, ktory prowadzi sklep i galerie z wyrobami ze srebra. Przewodniki „Lonely Planet” polecaja go jako najciekawsza atrakcje w calej wiosce. To wlasnie u niego mam okazje mieszkac i pracowac. Jest tu rowniez doktor, policjant i piekarz o ponad stuletniej tradycji.

Jako ze spora czesc powierzchni wioski stanowi skansen, to tubylcy wpadli na pomysl jak mozna dodatkowo zarobic i tak jak na Nordkappie wprowadzili oplate za wstep (50 NOK) podczas sezonu. W lipcu jest „promocja” i wstep jest za darmo, jednak kazdy z odrobina percepcji znajdzie sposob jak wejsc do wioski omijajac oplate. Z reszta i tak jest ona obligatoryjna bo nikt specjalnie „gapowiczow” nie sciga nawet jak wejda oficjalnym wejsciem.
Nie polecam robic zakupow w tutejszym sklepie – wszystko poza pamiatkami jest dwa razy drozsze niz w normalnym sklepie gdzies w miescie. Nawet nocleg w rorbu (rybackiej chatce) kostuje bagatela 1000 NOK/dobe.

Okolice wioski zachecaja do krotkich wedrowek jednak nie wszystkie szlaki naleza do latwych. Ponizsze zdjecia z mojej wyprawy w gory radze ugladac uwaznie gdzyz kosztowaly mnie kilka siniakow i zadrapan ;).



Jak szukalem pracy

17.08.10

Po opuszczeniu Nordkappu zdecydowalem sie od razu poszukac pracy by podreperowac budzet. Z Sarnes pojechalem do Kautokeino (jednym stopem!). Miasto pelne zyczliwych ludzi i… komarow. Ilosc latajacego paskudstwa w powietrzu przekracza wszelkie dopuszczalne normy miejskie. Kemping byl pierwszym miejscem gdzie spytalem sie prace i od razu szefowa probowala pomoc. Obiecala, ze zadzwoni do znajomego czy ma cos dla mnie. W miedzyczasie poczestowala obiadem. Niestety, okazalo sie ze nic dla mnie nie ma ale na czas mojego pobytu w miescie pozwolila korzystac z kempingu za darmo. O godzinie 20:00 zaprosila do lavuu (Samowego namiotu) na kawe i chleb pieczony na ognisku. Polnocno-wschodni obszar Norwegii w wiekszosci zamieszkuja Samowie (potocznie: Laponczycy). Przez to, ze Kautokeino (Guovdageaidnu) lezy blisko granicy szwedzkiej i finskiej sporo ludzi starszego pokolenia potrafi rozmawiac nawet w czterech jezykach i zadnym z nich nie jest angielski!

Lavuu

Po 2 dniach pojechalem do Karasjok. Rowniez tam nic nie znalazlem choc ponownie ludzie z kempingu probowali mi pomoc. Jeszcze tego samego dnia wrocilem do Kautokeino. Nastepny dzien to byla sobota – slaby dzien do szukania pracy wiec postanowilem pojechac w strone Narviku przez Finalndie i Szwecje. Ruch w strone Finlandii bardzo maly ale po godzinie zlapalem stop do granicy finsko-szwedzkiej. W Szwecji jak to w Szwecji, nie bardzo chca brac wiec swoje odstalem az zatrzmali sie Francuzi. Pozniej zatrzymal sie Szwed, Estonczyk i Norwedzy. Z Norwegami dojechalem do Bjerkvik. Niedziela, wszystko zamkniete poza stacja beznynowa. Pomyslalem, ze nie ma co tracic czasu na tym przejazdowie i postanowilem pojechac na wyspe Senja. Ludzie polecaja, przewodniki tez a przy okazji moze jakas praca sie znajdzie.

Najpierw wyladowalem w Botnham. Dostalem cynk do szefa fabryki rybnej, ktory trzesie cala okolica ale pracy dla mnie nie mial. Zawiozl mnie do Husøy, bardzo ciekawie polozonej wioski rybackiej ale tam tez szczescie mi nie dopisalo. Na noc wyladowalem w Mefjordvær. Piekne miejsce, bardzo podobne do Lofotow. Nie bez powodu Senja nazywana jest „Norwegia w pigulce”.


Kolejnego dnia udalem sie do Gryllefjod – wioski na koncu wyspy. Przebiega tedy „Whale Route” przez co przejezdza tedy bardzo duzo turystow, ktorzy dalej promem zmierzaja do Andenes na wyspie Andøya. Po raz kolejny ludzie skierowali mnie do bosa wioski, ktory napewno bedzie mial dla mnie prace ale i on nie byl mi w stanie pomoc. Mialem juz tego dosyc. Ciagle ludzie staraja sie pomagac i ciagle nic.
Jade ponownie na Lofoty bo tam pracuje mnostwo Polakow. W Bjerkvik zalaplem goscia co jechal do Harstad. Zapewnial mnie ze w tym miescie na pewno cos znajde. Tak… problem tylko w tym, ze nie lubie duzych miast jako autostopowicz. Inny problem to taki, ze w takim miescie zle sie czuje i kompletnie nie wiem jak tam szukac pracy, gdzie pojsc, gdzie zapytac, wszyscy gonia w swoja strone a zeby poskladac CV, pochodzic po firmach i NAVach to trzeba zatrzymac sie na troche dluzej niz jeden dzien a ja noclegu zapewnionego nie mialem. Poddalem sie i wyjechalem z Harstad nastepnego dnia rano.

Dokad pojechalem? Na mojej mapie mialem zaznaczona jako bardzo ciekawa atrakcje turystyczna, wioske rybacka Nusfjord. Nie bylem tam wiec przy okazji ja sobie zwiedze. Spodziewalem sie jakiejs zapuszczonej starej wioski w ogole nie tetniacej zyciem a to sie okazuje ze ta wioska to jakby skansen i jednoczesnie noclegownia turystyczna. Chodzac po wiosce zauwazylem nie dokonca pomalowany dom. Od razu poszedlem zapytac czy nie potrzebuje ktos pomocy. I…?
Nastepnego dnia juz pracowalem…

W szukaniu pracy pomagalo mi mnostwo ludzi w przeroznych miejscach. Mialem bezposrednie kontakty do waznych osobistosci, kierowcy wydzwanili po swoich znajomych, czasami nawet nadrabiali kilometrow zeby mi pomoc a w kilkunastu miastach zostawilem ogloszenia w supermarketach.
Trwalo to 10 dni.
Ostatecznie prace i tak znalazlem sam…



Do Czech za darmo

14.05.10

XIII Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe Sopot – Praga 2010
Drużyna nr 114

1 Maja

12:00 – Start, rozdanie map i wyścig kto pierwszy do SKM-ki. Jedni jadą do Wejherowa, drudzy do Gdańska. My jedziemy do Gda.
13:08 – Autobusem nr 189 jedziemy na PDPS.
13:35-13:47 – Pierwszy stop do Straszyna.
14:36 – Po niecałej godzinie stania jedziemy do Starogardu Gdańskiego. To chyba nie był dobry pomysł. W Starogardzie spotykamy inna drużynę. Kiedy oni na chwilę przestali łapać nam się udaje złapać stopa do Czerska. Jedziemy spokojnie, kierowca się nie spieszy, wywozi nas nawet specjalnie na wylotówkę. Wysiadamy i… spotykamy tę samą drużynę co w Starogardzie! Złapali stopa zaraz po nas ale ich kierowcy się spieszyło…
17:11 – Wysiadamy na obwodnicy Chojnic. Tragedia! Nie ma gdzie łapać! Lepiej było wjechać do miasta. Po długiej wędrówce wzdłuż drogi, po próbie złapania czegokolwiek w pięciu różnych miejscach dochodzimy w końcu do miasta, które chcieliśmy ominąć. 5h poszło na marne. Na starcie Witek (organizator) zapowiedział, że w tym roku nagrodę dostanie również drużyna, która przyjedzie jako ostatnia (przed godz. 12 3-ego maja). Myślę, że mamy spore szanse…
22:08 – Udaje się złapać stopa do Człuchowa. Kierowca jest miły, wywozi nas za miasto na Campol , dużą stację benzynową. Okazuje się, że nie jesteśmy ostatni! Siedzi już tam kilka innych drużyn, w tym nasi kompani ze Starogardu… Pomimo późnej pory, po kolei łapiemy stopa.

Witek zapowiada start MMA 2010 - Sopot MMA 2010 - Gdańsk

2 maja

Zostały już tylko 3 drużyny (nie licząc tych co poszli spać).
00:26 – Zatrzymuje się TIR. Kierowca wysiada, mówi, że może wziąć nas wszystkich na pakę. Pakujemy się i jedziemy do Piły.
01:25 – Obwodnica Piły. Przez kilkanaście minut rozmawiamy jeszcze z kierowcą i idziemy łapać.
Nocleg do godzin porannych.
Rozdzielamy się.
07:53-08:03 – Jazda do Ujścia.
09:06-10:44 – Z sympatyczną rodzinką jedziemy do Poznania. Z jednej strony fajnie, że tak dobrze stop idzie ale z drugiej strony Poznań lepiej omijać. No ale trudno, może tym razem będzie inaczej i da się coś złapać.
Wyjazd komunikacją miejską chwila łapania i przejście na lepsze miejsce zajmuje trzy godziny. Dochodzimy od miejsca, w którym już ktoś łapał przed nami (znajdujemy tabliczki). To nas upewnia, że jesteśmy na szarym końcu.
13:55-14:06 – Poznań -> Stęszew. Znowu miejsce typu „nasi tu byli”.
Stęszew jako, że leży niedaleko Poznania można zaliczyć również do autostopowej czarnej dziury. Przez 4h nic się nie zatrzymuję a samochody jadą non-stop (główna trasa na Wrocław). Robi się coraz później, zaczyna kropić. Trzeba podjąć jakiś desperacki krok. Bierzemy tabliczkę naszych poprzedników i łapiemy na „Wacława” (patrz -> zdjęcia).
19:00-19:47 – Przed 19-tą mówię, że jak zaraz czegoś nie złapiemy to idziemy na stację pytać. Oczywiście po chwili ktoś się zatrzymuje… W niepoważny sposób udało się złapać poważnego gościa. Zabiera nas do Leszna.
19:50-21:07 – Leszno. 3 minuty czekania i jedziemy do Polkowic. Na drodze jakiś wypadek, więc omijamy go drogą polną. Pierwszy raz jadę stopem przez pole!
21:37-21:48 – Chwila na stacji i łapiemy dalej. Pomimo nocy i słabo oświetlonego miejsca zatrzymuje się gość jadący do Lubina. Był to sędzia piłki ręcznej, który dużo jeździ po Polsce.
22:07-22:43 – Znowu chwila łapania i jedziemy do Legnicy! W poznańskiej dziurze za dnia nie szło nic złapać a teraz w nocy przy małym ruchu stop za stopem, co to ma być? Do Pragi jeszcze ponad 200km, jest szansa, że będziemy ostatni!

Na pace Tabliczki autostopowe Wacław

3 maja

W Legnicy posiłek na stacji i krótka wędrówka do wylotówki na Jelenia Górę. Jak na noc, świetne miejsce do łapania – oświetlony przystanek autobusowy. Ruch niewielki. Z nudów zaczynam nadmuchiwać materac, jak zaraz czegoś nie złapiemy to idę spać.
01:28 – Materac już nadmuchany, mija 5 minut i co się dzieje? Zatrzymuję się samochód! Tak, to się nazywa kuszenie losu!
01:45 – Jawor. Stacja Orlenu. Ciemno jak wiadomo gdzie, nic nie jeździ. Trzeba się przespać do rana by rzutem na taśmę uderzyć do Pragi.
06:00 – Pobudka, która miała być o 05:00. Ruch niewielki a do Pragi 222km. Czy uda się w 6 godzin? Czemu miałoby się nie udać?!
07:27-07:52 – Jedziemy do Jeleniej Góry. Kierowca jedzie do Karpacza. Prowadzi go GPS. W Bolkowie okazuje się, że skręca w inną drogę niż na Jelenią Górę. No dobra, wysiadamy…
08:12 – W końcu jedziemy do Jeleniej Góry.
08:37 – Jelenia Góra. Do Pragi 160km. Do końca mistrzostw: 3h40min. Ostatnie miejsce w zasięgu ręki.
09:00 – Super. Jedziemy do Szklarskiej Poręby z gościem, który wczoraj już kilka par podwoził. Zna tę trasę na pamięć więc na hamulec rzadko naciska. Dobrze dla nas bo czas goni.
09:19 – Szklarska Poręba. Szybkie zakupy, szybka wymiana waluty i idziemy łapać. Czas na dojazd do Pragi 144km/2h40min. Zaczyna mocno padać. Albo ktoś nas weźmie z litości albo nie weźmie w ogóle.
09:39 – Zatrzymuje się Audi na austriackich tablicach. Jest dobrze! Czy jedzie do Pragi? Jedzie nawet dalej – do Wiednia! Jestem już dobrej myśli – będziemy przed 12tą na mecie.
Początkowo jedziemy krętymi, wąskimi uliczkami. Zaczynam wątpić w to czy zdążymy na 12:00. Kierowca jednak lubi przycisnąć. Gdy dojeżdżamy do autostrady oddycham z ulgą. Zdążymy! Według GPSa w Pradze będziemy kilka minut po 11tej. Po cichu mam nadzieję, że kierowca zawiezie nas na metę.
11:05 – Kierowca mówi, że na pewno nie wjedzie do Pragi i wysadzi nas gdzieś przy obwodnicy. Tak też robi.
11:10 – Patrzę na mapę, jakieś 10km do mety. Komunikacją miejską na pewno nie zdążymy – trzeba łapać. Szybko robię tabliczkę TROJA (dzielnica na której jest meta). Miejsce do łapania jest średnie ale jesteśmy widoczni, kierowcy zwracają na nas uwagę. Nic się jednak nie zatrzymuję.
11:45 – Koniec łapania. Poddajemy się. Już nawet piratem drogowym nie zdążymy. Czas dojechać do mety jakkolwiek.

Po przesiadkach autobus-metro-autobus o godzinie 14:00 zjawiliśmy się na mecie. A było tak blisko… Zabrakło tylko dobrej woli kierowcy byśmy byli ostatni…

Praga Praga Praga



XI MMA zakończone

9.05.08

XI MMA 2008No i po mistrzostwach. Mój team zajął 55 miejsce (109 drużyn wystartowało). Słabo, ale nie pozycja była najważniejsza tylko przygoda i sam udział. Z Polski wydostaliśmy się dopiero po 19 godzinach jak pierwsze zespoły już dojeżdżały do Monachium. Za to przez Niemcy poszło bardzo szybko i bez problemów. O godzinie 20:00 po 32 godzinach od startu zameldowaliśmy się na campingu. Następnego dnia była spontaniczna wyprawa w Alpy, która okazała się rewelacyjnym pomysłem. W tak pięknym miejscu dotąd nigdy nie byłem. Kolejnego dnia powrót do Monachium a później do Polski. Z samej Norymbergii złapaliśmy dwa (!) stopy do Elbląga dzięki czemu w 16 godzin pokonałem trasę Monachium – Gdańsk. Szkoda, że w tamtą stronę nie poszło tak dobrze…
Pozdrawiam ekipę z Garmich-Partenkirchen :).

Galeria zdjęć
Relacja TVN



Szlak Zwiniętych Torów

5.02.08

Most w Brętowie… i zarwanych mostów. W niedzielę 3.02.2008 Trójmiejska Inicjatywa Rowerowa zorganizowała pieszą wycieczkę nasypem nieczynnej już linii kolejowej z 1913 r. Linia ta prowadziła od stacji Gdańsk Zaspa, przez Brętowo, Kiełpinek, Leźno do Starej Piły. Miała połączyć Gdańsk z Kartuzami. Została zniszczona podczas działań wojennych wiosną 1945 r. Kiedy do Gdańska dotarły wojska radzieckie, broniący miasta Niemcy zdecydowali się na zniszczenie wiaduktów nad ulicami Grunwaldzką, Wita Stwosza, Polanki, Słowackiego i Dolne Migowo, aby utworzyć w ten sposób zaporę dla nacierających czołgów, złożoną ze zniszczonych konstrukcji mostów oraz parowozów wprowadzonych na nie bezpośrednio przed wysadzeniem. Po wojnie rozebrano resztę niezniszczonych torów kolejowych. Dziś możemy oglądać pozostałości po zburzonych mostach. My przemierzyliśmy szlak kolejowy z Zaspy SKM do Kokoszek. Stamtąd poszliśmy czarnym szlakiem, który zaprowadził nas do Matarni. Jak podało trojmiasto.pl fragment dawnej trasy zostanie wykorzystany do budowy kolei metropolitalnej.

Moje zdjęcia: tutaj
Archiwalne zdjęcia i nie tylko z całej trasy do obejrzenia tutaj.

I jeszcze mapka naszej trasy na Google Maps.



I Nordszon – wrażenia

14.11.07

Nordszon - Start Pierwsza edycja Nordszonu zakończona. Spośród 22 osób, które rozpoczęły marsz w Pucku, całość przeszły tylko 3 osoby. Ja w tej trójce niestety się nie znalazłem. Najbardziej dobijającym fragmentem trasy była plaża między Władysławowem a Rozewiem. Przypływ był tak duży, że czasami woda podpływała pod sam klif i trzeba było iść zboczem. Tam gdzie się dało szliśmy plażą ale co róż trzeba było uciekać przez podmywającą wodą – dwa razy nie zdążyłem i zamoczyło mi całe buty, nie tylko na zewnątrz ale i wewnątrz :(. Wtedy też grupa podzieliła się na trzy podgrupy, trochę sie pogubiliśmy ale do Rozewia dotarliśmy w komplecie. Zrezygnowałem w Żarnowcu – po przejściu 49km. Wsiadłem do „samochodu asekuracyjnego” z nadzieją, że moje nogi nabiorą dodatkowych sił i po 2,5h (taki był czas do następnego przystanku) będę mógł iść dalej. Niestety, niewiele to pomogło, kontuzja uda dawała sie we znaki i nie uszedłbym za daleko, dlatego podjąłem decyzję żeby już wracać. Z nad jeziora Dobre gdzie czekaliśmy, złapałem stopa po 15 minutach (totalne zadupie, niedziela, święto, 8 rano), którym dojechałem do lotniska w Rembiechowie.
Następny Nordszon planowany jest na 10-11 maj 2008. Już trzeba zacząć się przygotowywać ;).

Zdjęcia (nie moje) można obejrzeć TUTAJ
Wyniki: http://rwm.org.pl/nordszon/I/wyniki.html



Statystyki, ciekawostki, obserwacje

25.08.07

Statystyki z mojej podróży po Polsce autostopem:

Przejechanych kilometrów: 2252 w tym 191 płatnymi środkami lokomocji (nie licząc trasy Bieszczadzkiej Kolejki)
Złapanych stopów: 40
Średni czas łapania: ~20 minut
Najdłuższy odcinek przejechany jednym samochodem: 186 km z Ostrzeszowa do Katowic
Najkrótszy odcinek: 6km Giżycko – Wikaski
Najdłużej łapany stop: 1.5h w Sanoku (w Poznaniu czekałem 1h45min i zrezygnowałem)
Najszybciej złapany stop: Około 20 sekund w Nowym Dworze Gdańskim
Spotkanych autostopowiczów: 4
Zrobionych zdjęć: 458
Koszt całej podróży: 412,48 zł (31,73 zł na dzień)
Zgubione przedmioty: szczotka i telefon komórkowy
Najczęściej jechałem Fiatem – 8 razy, TIR/ciężarowy i Volkswagen – 6 razy, Ford – 4, Mercedes, Toyota, Daewoo, Renault, Nissan, Opel – 2, BMW, Volvo, Skoda, Mini BUS, Polonez – 1. Jeden nie pamiętam jakiej był marki.

Dwa razy odmówiłem jazdy bo jechali nie tam gdzie chciałem.
Cztery razy zatrzymała się sama kobieta (jedna z małym dzieckiem).
W większych miastach najczęściej zatrzymują się ci, co sami kiedyś jeździli stopem, w małych miastach i wioskach ludzie starsi, przyzwyczajeni że ktoś chce podjechać kilka(naście) kilometrów.

TUTAJ znajdują się zdjęcia z podróży, które nie załapały się do innych galerii.



Final Lap

23.08.07

Zygmunt August17 sierpnia 2007 - Z Białegostoku wyruszyłem o 8 rano. Przed 10 byłem już w Augustowie. Pierwsze co się rzuca w oczy w tym mieście to TIRy. Może to już wszyscy wiedzą ale tam naprawdę jeździ ich masa, w żadnym mieście przez jakie przejeżdżałem nie było ich aż tylu. Na szczęście w części turystycznej miasta jest spokój. Ogólnie okolice bardzo ładne, jezioro Necko, Kanał Augustowski, Puszcza Augustowska, no i dolina Rospudy, którą chciałem zobaczyć ale się nie udało :/. Pogoda była pochmurno-deszczowa a dojazdu żadnego, trzeba by iść z 8 km. No trudno, kiedyś jeszcze na pewno tam wrócę. Po zwiedzeniu miasta pojechałem PKSem do Olecka a stamtąd stopem do Giżycka. Giżycko to kolejne turystyczne a za razem ostatnie miasto w mojej podróży. Pierwsze co zwiedziłem to oczywiście Twierdza Boyen. Trochę się zawiodłem muszę przyznać, myślałem że będzie większa a to tylko jakieś mury przysypane ziemią i porośnięte trawą. Samo miasto bardzo przyjemne, dużo turystów ale nie jest zatłoczone. Nie wielu widziałem plażowiczów, ludzie tu głównie przyjeżdżają popływać na łódkach, których jest od groma. Przez miasto przechodzi Kanał Łuczański łączący jezioro Niegocin z Kisajno, nad którym znajduje się najstarszy (i chyba jedyny?) w Europie most obrotowy. Niedaleko tego mostu znalazłem nocleg w całkiem przyjemnym domku.

Jezioro Czos18 sierpnia 2007 – Dziś ostatni dzień. Cel – Gdańsk. Z Giżycka pierwszym stopem dojechałem zaledwie do pobliskiej wioski Wikaski. Stamtąd za to złapałem okazję aż do Olsztyna z przystankiem w Mrągowie. Korzystając z okazji zwiedziłem trochę miasto i muszę przyznać, że to kolejne miłe miejsce na wypoczynek. Ale niestety trzeba ruszać w drogę… Z Olsztyna ruszyłem w stronę Morąga i tej trasy całkowicie nie polecam! Lepiej jechać do Ostródy i stamtąd w stronę Elbląga – dużo lepsza droga, samochodów więcej i prawdopodobnie szybciej. Jednak bez większych problemów dojechałem do Morąga ale tam stałem prawie godzinę zanim coś złapałem. Po raz pierwszy musiałem odmówić (i to dwa razy!) skorzystania z podwózki z powodu takiego, że nie jechali tam gdzie chciałem. Ale jak już się udało to dojechałem aż do Nowego Dworu Gdańskiego. Tam złapałem najszybszego stopa w całej podróży. Zatrzymał się po około 20 sekundach! I oczywiście dojechałem nim do Gdańska :-).

Tak zakończyłem dwu-tygodniowy voyage po Polsce autostopem. Dziękuję wszystkim, którzy mnie podwieźli, których spotkałem na trasie, którzy uraczyli mnie swoją gościnnością oraz tym co pomogli mi w taki czy inny sposób przetrwać trudne i kłopotliwe chwile.

Pozdrawiam wszystkich i zapewniam, że to nie koniec moich podróży autostopem :-)



CB Radio rulez

21.08.07

Lutcza16 sierpnia 2007 – Ten dzień był niemożliwy. Chciałem z Krosna dojechać aż do Augustowa a co najciekawsze prawie mi się udało :). Choć początek zapowiadał się nienajlepiej. Wyruszyłem przed 9 a zanim znalazłem się w Rzeszowie była już godzina 12. Chyba w ramach rekompensaty, stąd złapałem stopa do samego Lublina! I to jeszcze z Poznania! Może Poznaniacy nie są wcale tacy źli… Kierowcą okazał się w porządku młody chłopak. Przed dojazdem do miasta próbował wywołać przez CB Radio kogoś jadącego w kierunku Białegostoku, niestety nikt się nie zgłaszał. Wysadził mnie w takim razie w centrum przy wyjazdowej na Białystok, bo sam musiał jeszcze jechać zrzucić towar. Korzystając z tego, że jestem w Lublinie postanowiłem zobaczyć obóz koncentracyjny i jeniecki w Majdanku. Na miejsce dojechałem autobusem. Dochodząc do parkingu zauważam znajomą twarz i znajomy samochód. To kolega który mnie tu przywiózł, który też postanowił skorzystać z okazji i zwiedzić obóz. Tak więc spotykamy się ponownie. Pierwsze co się spytał to „Będziesz tak chodził z plecakiem czy wolisz zostawić w samochodzie?”. Plecak ważył 13kg a teren zwiedzania jest dość duży więc wybór był oczywisty. Razem zwiedziliśmy obóz po czym odwiózł mnie na wylotówkę i ponownie próbował wezwać jakiegoś mobile. Tym razem udało się! Co prawda tylko do Lubartowa ale zawsze coś. W połowie drogi odzywa się kolejny, który jedzie aż do Międzyrzecza Podlaskiego. Oczywiście korzystam z okazji i zamieniam Volkswagen Transporter na Tira. W Międzyrzeczu nie udaje się nikogo złapać przez radio (bardzo mały ruch), dlatego jestem zmuszony łapać „ręcznie” ;). Po 10 minutach zatrzymuje się starszy pan osobowym Oplem z CB radiem i wywołuje kolejnego co jedzie do samego Białegostoku! Przesiadka i o godzinie 22 jestem na miejscu. Za późno już żeby łapać stopa do Augustowa i żeby znaleźć nocleg, dlatego po raz kolejny rozbijam namiot w dzikim ale ustronnym miejscu. Noc mija bez problemów.



Krosno i okolice

21.08.07

Góry - Bieszczady14 sierpnia 2007 – Pierwszego dnia w Krośnie postanowiłem odpocząć od autostopu i PKS-em wybrałem się do Odrzykonia, gdzie na Kamieńcu znajdują się ruiny zamku, którego wydarzenia opisał m.in. Aleksander Fredro w „Zemście”. Następnie również PKS-em pojechałem do wsi Bóbrka gdzie niedaleko znajduje się Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego. Po zwiedzeniu muzeum okazało się, że powrotny PKS mam za prawie 2h tak więc nie miałem wyboru i musiałem łapać stopa. Samochody rzadko jeżdżą ale jak to na wsiach jest większa szansa, że coś się zatrzyma. Po 5 minutach już jechałem stopem do następnej wioski. Stamtąd do Krosna jechałem najbardziej zdezelowanym samochodem. Stary dostawczy Renault, w którym non-stop coś stukało, pukało, pierdziało a jego wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Mimo to udało się dojechać do celu.

15 sierpnia 2007 – Tego dnia pojechałem przejechać się bieszczadzką kolejką wąskotorową kursującą na odcinku Majdan – Wola Michowa. Kupiłem bilet w jedną stronę. Jadąc stopem zostałem poinformowany, że można w ogóle biletu nie kupować i wsiąść „na Jasia” ale chciałem być uczciwy… Z Woli próbowałem łapać stopa do Komańczy. Niestety prawie nic tam nie jeździło a że biletów na kolejkę nikt nie sprawdzał wróciłem do Majdana za darmo :-).