Skandynawski trip czas zaczac. Do Szwecji ja i Dawid dostalismy sie promem Stena Line z Gdyni do Karlskrony. Rejs uplynal bardzo szybko. Oplaca sie brac udzial w konkursach. Konkurencja slaba a wygrac mozna kupony na 50 szwedzkich koron do wydania na promie. Nam sie udalo jeden w Bingo, drugi w ankiecie a w „Jaka to melodia” wygralem dodatkowo piwo :P. Z promu zlapalismy bezposredni samochod do Malmo. Jako ze miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania juz nastepnego dnia wyruszylismy dalej. Po noclegu kolo jednej ze stacji benzynowych, z samego rana zlapalismy trzech tirowcow Polakow jadacych do Norwegii. Po wesolej przejazdzce wysiedlismy przed Goteborgiem gdzie po niedlugim czasie zatrzymalismy Macedonczyka jadacego juz do samego miasta. Miasto na razie tylko przeslismy ale wydaje sie calkiem ladne. Budownictwo jakies takie mniej szwedzkie niz w Malmo gdzie po oczach bije prostokatna architektura rodem prosto z Ikeii. Wielkim ulatwieniem w Szwecji jest mozliwosc robicia namiotu wszedzie w miejscu publicznym, 150m od zabudowan. Jak nie znajdziemy noclegu zawsze jest jakies wyjscie…
Post ten pisze z Biblioteki Publicznej w Goteborgu gdzie internet jest za darmo. W ogole sporo rzeczy jest tu za darmo, tylko szkoda, ze plecakow nie ma gdzie zostawic i trzeba je tachac ze soba wszedzie.
Na Paśmie Otrytu w Bieszczadach, znajduje się studencka Chatka Socjologa. Schronisko o 35-letniej tradycji. Przemierzając tamten szlak miałem okazję zatrzymać się w chatce na jedną noc. Jak to w takich miejscach bywa, szybko zintegrowałem się z tamtejszymi mieszkańcami. Po części byli to członkowie Klubu Otryckiego. I tak się złożyło, że pokazali mi ich rytuał picia wódki. Na szczęście to co piliśmy to czysta wódka nie była (mam wódkowstręt) a wiśniówka. A dokładniej, czereśniówka domowej roboty w butelce po wiśniówce…
Zacząć trzeba od tego, że wódki nie pije się w kielonku, tylko w bańce. W bańce dlatego, żeby nie można było jej odstawić – musi być cały czas w ruchu. Pierwsza osoba przed wypiciem, „szuka” kolejnej osoby, której poleje, słowami: „W twoje dłonie perswaduję”, a ta osoba odpowiada: „Bynajmniej nie jest mi to obojętne” co jest jednoznaczne z przyjęciem kolejki. Osoba pierwsza wypija kolejkę, nalewa następną i podaje ją wywołanej osobie. I tak dalej do dna butelki… Kiedy zawartość butelki się skończy, osobnik na którego trafiła akurat kolejka ma tzw. „skocza”, co nie oznacza nic innego jak tylko to, że musi skoczyć po następną wódkę :-). Jeśli nie ma, to do najbliższego sklepu z monopolem jest godzina drogi…