16 sierpnia 2007 – Ten dzień był niemożliwy. Chciałem z Krosna dojechać aż do Augustowa a co najciekawsze prawie mi się udało :). Choć początek zapowiadał się nienajlepiej. Wyruszyłem przed 9 a zanim znalazłem się w Rzeszowie była już godzina 12. Chyba w ramach rekompensaty, stąd złapałem stopa do samego Lublina! I to jeszcze z Poznania! Może Poznaniacy nie są wcale tacy źli… Kierowcą okazał się w porządku młody chłopak. Przed dojazdem do miasta próbował wywołać przez CB Radio kogoś jadącego w kierunku Białegostoku, niestety nikt się nie zgłaszał. Wysadził mnie w takim razie w centrum przy wyjazdowej na Białystok, bo sam musiał jeszcze jechać zrzucić towar. Korzystając z tego, że jestem w Lublinie postanowiłem zobaczyć obóz koncentracyjny i jeniecki w Majdanku. Na miejsce dojechałem autobusem. Dochodząc do parkingu zauważam znajomą twarz i znajomy samochód. To kolega który mnie tu przywiózł, który też postanowił skorzystać z okazji i zwiedzić obóz. Tak więc spotykamy się ponownie. Pierwsze co się spytał to „Będziesz tak chodził z plecakiem czy wolisz zostawić w samochodzie?”. Plecak ważył 13kg a teren zwiedzania jest dość duży więc wybór był oczywisty. Razem zwiedziliśmy obóz po czym odwiózł mnie na wylotówkę i ponownie próbował wezwać jakiegoś mobile. Tym razem udało się! Co prawda tylko do Lubartowa ale zawsze coś. W połowie drogi odzywa się kolejny, który jedzie aż do Międzyrzecza Podlaskiego. Oczywiście korzystam z okazji i zamieniam Volkswagen Transporter na Tira. W Międzyrzeczu nie udaje się nikogo złapać przez radio (bardzo mały ruch), dlatego jestem zmuszony łapać „ręcznie” ;). Po 10 minutach zatrzymuje się starszy pan osobowym Oplem z CB radiem i wywołuje kolejnego co jedzie do samego Białegostoku! Przesiadka i o godzinie 22 jestem na miejscu. Za późno już żeby łapać stopa do Augustowa i żeby znaleźć nocleg, dlatego po raz kolejny rozbijam namiot w dzikim ale ustronnym miejscu. Noc mija bez problemów.

Cyt. „Może Poznaniacy nie są wcale tacy źli…”
Nie są źli, nie są !
Zapewniam Cię.
Po prostu wtedy miałeś pecha.