12 – 13 sierpnia 2007 – Opuszczam Poznań. Po wczorajszych doświadczeniach nastawiam się na to, że może być ciężko. Okazuję się że niepotrzebnie. Po 20 minutach łapię stopa do Ostrowa Wielkopolskiego. Kierowca ucieszył się na wieść, że poprawił opinie o Poznaniakach. Z Ostrowa podjeżdżam tylko kawałek do Oszczeszowa. Tam za to złapałem najlepszego stopa z całej podróży! Nie tylko dlatego, że złapałem go po niecałych dwóch minutach i do samych Katowic to jeszcze z fajnym towarzystwem! Był to Fiat Bravo z młodymi ludźmi, którzy jechali akurat na koncert Toola z okazji Metal Hammer Festival w katowickim Spodku. Kierująca nim Magda (pozdrawiam) kiedyś sama bardzo dużo jeździła stopem, dlatego teraz zabiera wszystkich stopowiczów jakich spotka na drodze. Pomimo, że jechała nas już czwórka to i tak zatrzymała się by wziąć kolejną autostopowiczkę, która chciała podjechać tylko 6km. W miłej atmosferze dojechałem do Katowic, a że to brzydkie miasto postanowiłem pojechać jeszcze do Krakowa. Kłodzko ominąłem bo było zupełnie nie po drodze. Z Katowic nie wiedziałem jak wyjechać, a że Śląsk to jedno wielkie miasto to trochę ciężko byłoby trafić okazję jadącą w moim kierunku dlatego też zdecydowałem się, że pojadę pociągiem. W Krakowie byłem 21:20. Szukałem noclegu w różnych miejscach ale nic legalnego nie znalazłem dlatego też musiałem rozbić się namiotem gdzieś na dziko. Znalazłem świetną miejscówkę między płotem a wielkim drzewem przez co z ulicy i chodnika w ogóle nie było mnie widać. Niestety noc nie należała do najprzyjemniejszych. Prawie cały czas padało przez co namiot przemókł i zalało mi plecak. Około 7 rano nie miałem wyboru i musiałem ruszać dalej w drogę skoro chciałem dziś dojechać do Bieszczad. Z Krakowa pojechałem do Wieliczki na wylotową drogę. Po 10 minutach złapałem okazję do Bochni. W Bochni po raz pierwszy zatrzymała się sama kobieta! Jednak mit zostaje obalony, że kobiety się nie zatrzymują. Był to najwolniejszy stop w całej podróży a wszystko przez objazdy, ruchy wahadłowe i korki tym spowodowane. Mimo to około 14 byłem już w Krośnie. Chciałem dojechać jeszcze do Przemyśla ale tak zaczęło lać, że odechciało mi się wszystkiego. Dwie godziny stałem pod dachem przy jakimś szpitalu odnowy biologicznej (chyba?!). Pochmurno – deszczowa pogoda utrzymywała się cały czas ale wykorzystując to, że akurat nie pada poszedłem szukać noclegu. Po dwóch godzinach bezowocnego szukania chciałem już wracać do Gdańska pociągiem… ale trafiłem na rynku na informacje o noclegach. Zainteresowała mnie pewna oferta Oratorium „Twój Dom”. To był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że nocleg tani to jeszcze w czystych i wygodnych warunkach (byłem sam w 7-osobowym pokoju!). Wtedy już wiedziałem, że zostanę tu przynajmniej 2 dni. Gdyby ktoś szukał noclegu w Krośnie to polecam właśnie to miejsce.

Sądziłem na początku, że przez tą kobietę :P Ufff, ale to warunki na drodze.