10 sierpnia 2007 - W Ustce zatrzymałem się na trzy dni dlatego, że Damian który podwiózł mnie ze Słupska zaproponował, że może mnie również podwieźć do Poznania, bo będzie jechał tam akurat w Piątek (10.08) z dziewczyną. Niestety nie dodzwoniłem się do niego bo ciągle włączała się poczta głosowa. Może jednak nie chciał pomóc ale wtedy po co by podawał mi swój numer? Miał wyjeżdżać o 8 tak więc po 7 pojechałem do Słupska i poszedłem na drogę wylotową z nadzieją, że może go złapię. Niestety nie udało się… Ale za to co innego złapałem. Po około 40 minutach zatrzymała się Toyota LandCruiser! Przez prawie całą drogę licznik wahał się pomiędzy 100 a 150km/h. Szkoda tylko, że podróż przez to trwała bardzo krótko, bo facet jechał tylko do Trzebielina. Ale wrażenia z jazdy bezcenne :). Tam złapałem stopa do Miastka. W Miastku spotkałem pierwszego autostopowicza. Niestety wepchał się przede mnie i pierwszy złapał okazję. Po chwili i mnie się udało i dojechałem do Człuchowa. Tu było ciężko. Droga szybkiego ruchu a pobocze wąskie. Po około 10 minutach dołączyła do mnie lokalna autostopowiczka. Ta natomiast znała zasady i stanęła za mną. Przez około godzinę nie mogliśmy nic złapać – wreszcie się udało. Podjechaliśmy razem 15 km do Barkowa. Jej przypasowało bo odbijała tam na swoją wioskę – ja niestety musiałem łapać dalej do Poznania. Po 10 minutach udało mi się złapać bezpośredniego stopa! I miałem dodatkowe szczęście bo po chwili zaczęło lać jak z cebra… Po drodze mało brakowało abyśmy mieli wypadek. Jakieś 3 sekundy przed nami Opel Vectra wpadł w poślizg i uderzył w boczną barierkę i stanął w poprzek jezdni. Ledwo zdążyliśmy wyhamować. Po udzieleniu mu pomocy bez kłopotów już dojechaliśmy do Poznania. Tam czekał na mnie znajomy Tomek, który zawiózł mnie do hotelu.
11 sierpnia 2007 - tego dnia chciałem udać się do ZOO Safari a później do Kłodawy do bunkrów. Wyszedłem więc na drogę wyjazdową na Gorzów Wielkopolski. Miejsce wydawało się idealne. Pełno samochodów, non-stop coś jedzie, zatoczka autobusowa, ja dobrze widoczny a przez prawie 2h nic nie udało się złapać! Ręka już mi drętwiała od trzymania jej w pozycji poziomej przez ponad 1.5h. W między czasie spotkałem kolesia, który mnie ostrzegł, że „Poznaniacy to chamy, nie zatrzymują się”. Chyba miał rację… Zrezygnowany poszedłem odwiedzić ogród botaniczny. Wieczorem razem z Tomkiem pojechałem na partyjkę snookera, stadion Lecha i na Maltę. Jutro zamierzam opuścić Poznań. Czy uda się wyjechać?

Najnowsze komentarze